Tanie suplementy diety — na co zwracać uwagę przy wyborze?
Kiedyś zapłaciłam 189 zł za opakowanie magnezu z ekskluzywnego sklepu z suplementami w galerii handlowej. Moja koleżanka pielęgniarka obejrzała etykietę i powiedziała mi, że to dokładnie ta sama substancja, co w magnezie z Biedronki za 12 zł. Poczułam się trochę głupio, ale dzięki temu dowiedziałam się całkiem sporo o tym, jak wybierać tanie suplementy diety, żeby nie przepłacać i jednocześnie nie kupować śmieci z chińskiej fabryki. Pamiętam, że wtedy wróciłam do domu, wyciągnęłam z szafki wszystkie słoiczki i policzyłam, ile wydałam przez ostatni rok na magiczne proszki i kapsulki. Wyszło ponad 2400 zł. Podzielę się tym, co wiem, bo szkoda mi kasy innych ludzi.
Czy drogi suplement zawsze znaczy lepszy?
Krótka odpowiedź — nie. Długa odpowiedź też brzmi nie, ale wymaga wyjaśnienia. No bo cena suplementu składa się z kosztu surowca, marży dystrybutora, reklamy i opakowania. U tego zielonego sklepu płacisz jakieś 60% za marketing i ładne pudełko z hologramem. Tanie suplementy z aptecznej półki mają często identyczny skład, bo producenci kupują surowce od tych samych dostawców z Niemiec i Chin.
Na co więc patrzeć?
Przede wszystkim na formę substancji czynnej, bo tam jest cała tajemnica tego, czy tabletka w ogóle wejdzie do krwiobiegu, czy grzecznie przeleci przez jelita i wyjdzie tą drugą stroną bez żadnej korzyści dla organizmu. Magnez w formie tlenku wchłania się kiepsko. Cytrynian jest znacznie lepszy. Mleczan czy jabłczan to już wyższa liga. Przy witaminie D ważna jest forma D3 (cholekalcyferol), a nie D2. Cynk lepszy w formie pikolinianu niż glukonianu. To nie jest rocket science, ale większość ludzi patrzy tylko na cenę i markę, a nie na tyłek etykiety.
Które suplementy faktycznie działają?
Powiem wam jedno — z jakichś 20 suplementów, które kiedyś łykałam, zostawiłam tylko cztery. Witamina D3 jesienią i zimą, magnez wieczorem na skurcze i sen, omega 3 z dobrych źródeł oraz kwas foliowy, gdy planowałam dziecko. Reszta to były wyrzucone pieniądze. Kolagen pity przez pół roku nie dał mi absolutnie niczego, a kosztował 79 zł miesięcznie. Adaptogeny? Placebo po naprawdę kiepskiej cenie.
Skąd brać informacje o suplementach?
Z mojego doświadczenia najgorsze źródło to reklamy w YouTubie i instagramowa influencerka z 300 tysiącami obserwujących. Najbardziej wiarygodne źródła to strony takie jak Examine.com, badania w bazie PubMed oraz polska strona Narodowego Instytutu Zdrowia, która jest nudna jak flaki, ale pokazuje prawdziwe dane. Tak, wiem, że to brzmi jak praca domowa z biologii, ale te 15 minut researchu oszczędza jakieś 200 zł miesięcznie. Tanie suplementy diety warto kupować dopiero wtedy, gdy wiesz, czy w ogóle ich potrzebujesz.
Gdzie kupować, żeby nie przepłacać?
Apteki internetowe z reguły mają ceny o 30-40% niższe niż te w galeriach, o ile oczywiście masz trochę cierpliwości i umiesz poczekać dwa dni na paczkę od kuriera z InPostu. Serwisy takie jak DOZ, WAPteka czy Gemini.pl dają dodatkowe zniżki przy większym koszyku, a czasami mają akcje typu druga sztuka za pół ceny. Biedronka i Lidl mają własne marki witamin, które przechodzą te same testy co apteczne, a kosztują pól ceny. Allegro to ruletka — zdarzają się podróbki, zwłaszcza przy popularnych markach jak Solgar. Kiedyś trafiłam na omegi, które pachniały starym rybim olejem z targu, oddałam całe opakowanie i dostałam zwrot po trzech tygodniach użerania się z obsługą klienta.
Czy warto kupować zestawy i duże opakowania?
Czasami tak, ale tylko wtedy, gdy wiesz, że suplement Ci pasuje i zdążysz go zużyć przed końcem ważności. Opakowania na 180 tabletek bywają 40% tańsze w przeliczeniu na dawkę niż na 30. A pamietaj, że większość witamin traci moc po otwarciu, więc kupowanie rocznego zapasu żelaza to raczej słaby pomysł.
Jak sprawdzić, czy suplement mi pomaga?
Rób notatki. Wiem, że to brzmi jak porada typu ostrzegam, tu będzie nuda, ale to naprawdę działa. Zapisuj swoje samopoczucie, sen i energię przed rozpoczęciem kuracji, a potem co dwa tygodnie. Po miesiącu jeśli nie widzisz różnicy — odstaw i zapomnij. Tani suplement, który nie działa, jest nadal wyrzucaniem pieniędzy, tylko mniejszych.
Czy warto robić badania przed suplementacją?
Zdecydowanie tak. Morfologia, witamina D, B12, żelazo, ferrytyna — cały komplet kosztuje okolo 150 zł w prywatnym labie, a oszczędza setki wyrzuconych na suplementy, których w ogóle nie potrzebujesz. Moja mama przez rok jadła witaminę D w dawce 4000 IU dziennie, po czym badania pokazały gigantyczny nadmiar i musiała odstawić na długie miesiące, żeby wątroba się oczyściła.
Jeśli miałabym dać jedną radę na temat suplementacji, to taka: zacznij od jedzenia, potem zbadaj krew, a dopiero na końcu sięgaj po tabletki. I nie wstydź się tanich suplementów diety z Biedronki — moja ciocia farmaceutka łyka je od lat i ma wyniki lepsze niż ja, która przez chwilę sypałam pieniędzmi na wszystko, co miało przedrostek bio.