Wyprzedaże końcowe w Pepco — kiedy i co kupować?
Do Pepco chodzę regularnie od 2018 roku, odkąd urodziła mi się córka i musiałam zacząć liczyć każdą złotówkę. Pamiętam swoje pierwsze zakupy — weszłam tam zamiast do Ikei, bo szukałam taniej pościeli do łóżeczka dziecka. Wyszłam z trzema kompletami pościeli, ręcznikami, kilkoma piżamkami i zeszytami. Razem 90 złotych. Usiadłam w samochodzie, spojrzałam na paragon i pomyślałam, że musiałam coś popsuć, bo to nie mogło kosztować tyle, co jedna kołdra w Ikei. A jednak. I od tego dnia Pepco stało się moim stałym przystankiem.
Szczerze mówiąc, Pepco ma swoją własną, specyficzną rytmikę wyprzedaży końcowych, zupełnie inną niż H&M, Reserved albo Sinsay. Nauczyłam się rozpoznawać momenty, kiedy warto tam jechać, a kiedy lepiej oszczędzić paliwo. I dzisiaj spiszę to wszystko dla was, bo po siedmiu latach wizyt w trzech różnych sklepach sieci mam już dokładny kalendarz w głowie. Sprawdz rowniez nowości w Pepco.
Kiedy ruszają wyprzedaże końcowe w Pepco?
Pepco robi wyprzedaże w kilku falach rocznie i każda z nich ma inny charakter. Pierwsza i najważniejsza fala startuje pod koniec stycznia, zwykle w ostatnim tygodniu, i ciągnie się do połowy lutego. To wyprzedaż zimowa — schodzą kurtki, czapki, szaliki, sweterki, kołdry, poduszki, piżamy z flaneli, skarpetki cieplejsze. Druga fala leci w końcówce czerwca i przez cały lipiec, kiedy magazyny muszą zrobić miejsce pod jesień. Wtedy lecą t-shirty, szorty, sandały, koszule letnie, rzeczy plażowe i sprzęt do grilla.
Trzecia fala to wrzesień i październik — wtedy Pepco robi coś dziwnego, bo sprzedaje artykuły szkolne za grosze po tym, jak minął początek roku. Zeszyty, kredki, plecaki. Wychodzę wtedy z torbą papierowych wycinanek za 15 zł. A czwarta fala, najkrótsza ale też mocna, to Black Friday w listopadzie i przełom listopada z grudniem, kiedy schodzą rzeczy pod święta.
Tylko uwaga, powiem wam jedno — najlepsze okazje w Pepco to nie pierwszy dzień wyprzedaży, tylko jej koniec. Kiedy pojawiają się rzeczy z podwójnym obniżeniem, takie które już przeszły przez pierwszą falę rabatu i zostały przecenione jeszcze raz. Wtedy coś co kosztowało 25 zł, potem 12 zł, kończy po 4 zł. I to jest moment, w którym jadę tam z dokładną listą i kupuję wszystko na przyszły sezon.
Jak rozpoznać, że właśnie trwa wyprzedaż?
Pepco rzadko ogłasza wyprzedaże oficjalnie w mediach społecznościowych. Nie ma tam wielkich billboardów typu SALE 70 procent OFF. Musisz po prostu zajrzeć do sklepu i sama rozejrzeć się. Moim pierwszym sygnałem są zawsze duże czerwone metki z nową ceną, przyklejone na oryginalną. Drugim sygnałem jest lokalizacja — rzeczy przecenione zwykle wędrują pod sam koniec sklepu, na osobne stojaki lub do pudełek pod kasami. Jeśli widzisz pudełka ze znakiem ostatnie sztuki przy wyjściu, to znaczy że sezonówka schodzi.
No i co tam wrzucać do koszyka bez wahania?
Pierwsze miejsce u mnie — pościel bawełniana i ręczniki. Bielizna pościelowa normalnie kosztuje w Pepco 40-60 zł za komplet, na wyprzedaży schodzi na 15-22 zł. Jakość nie jest topowa, ale w pełni wystarczy na pokój dziecka, do gościnnego łóżka, do wyjazdu na działkę. Mam w szafie chyba osiem kompletów kupionych w ten sposób i żaden po trzech latach używania nie wygląda źle. Ręczniki frotté za 6-10 zł zamiast 18 zł — to już prawie za darmo.
Drugi hit to ciuchy dla dzieci. Piżamki, body, skarpetki, dresiki, śpioszki. Moja córka rośnie tak szybko, że kupowanie jej ubrań z markowych sklepów nie ma absolutnie żadnego sensu. W Pepco biorę piżamki po 8-10 zł zamiast 22 zł, chodzą jej cały sezon, a potem idą do znajomych, których dzieci dopiero podrosły do tego rozmiaru. Zabawki też bywają tanie, ale tu uważajcie — czasem to są tandetne chińskie plastikowe rzeczy, które rozlecą się po dwóch dniach. Zawsze oglądam dokładnie, zanim wrzucę do koszyka.
A ubrania dla dorosłych warto?
Tu mam mieszane uczucia i powiem wprost. Bazowe T-shirty, skarpetki, bielizna damska i męska — jak najbardziej, bez dwóch zdań. Dresy, legginsy, bluzy na co dzień — też tak, zwłaszcza na wyprzedaży po 10-15 zł. Ale kurtki, sukienki, marynarki, koszule — już niekoniecznie. Mam w domu dwie kurtki z Pepco i obie rozłożyły się po jednym sezonie. Materiał się wysypał, zamki przestały działać, podszewka się porwała. Lepiej dopłacić w Reserved albo Sinsay, gdzie te same rzeczy kosztują dwa razy tyle, ale chodzą po trzy sezony.
Moje triki, których raczej nie znajdziecie w żadnym poradniku
Trik pierwszy — chodzę zawsze we wtorek albo środę rano, koło dziesiątej. Wtedy sklep jest praktycznie pusty, półki są uzupełnione po weekendzie, a najlepsze rzeczy jeszcze nie zostały wybrane przez tłum. W sobotę po 14 sklep wygląda jak po przejściu cyklonu i nie znajdziesz nic sensownego. Trik drugi — zawsze odwiedzam trzy Pepco w mojej okolicy. Każdy sklep ma inny asortyment, bo dostają towar z różnych partii i z różnych magazynów. Czasem rzecz, której nie ma w jednym, leży spokojnie w drugim.
Trik trzeci i zupełnie niedoceniany — drobiazgi do kuchni i domu. Pepco ma świetne pojemniki na jedzenie, miseczki plastikowe, zmywaki, ściereczki, kosze na pranie, wieszaki. Wszystko za grosze, zwłaszcza na wyprzedażach końcowych. Kupiłam kiedyś osiem pojemników na obiad po 3 zł za sztukę i używam ich do pracy już trzeci rok. Takie same w Ikei kosztują 12-15 zł. Trik czwarty — ciuchy w Pepco są małe. Serio, małe. Bierzcie zawsze jeden rozmiar większy niż normalnie, bo po pierwszym praniu jeszcze się zbiegają o połowę numeru w dół.
Kiedy są największe rabaty w roku?
Z mojej siedmioletniej obserwacji to przełom stycznia i lutego, kiedy schodzi zimówka. Kurtki dla dzieci po 25-30 zł zamiast 80 zł, sweterki wełniane po 8 zł, komplety piżam po 12 zł. Drugi mocny moment to druga połowa sierpnia, kiedy magazyny robią miejsce pod jesień. Wtedy letnie rzeczy lecą po 3-5 zł za sztukę i naprawdę wygląda to jak giveaway. Trzeci moment, trochę mniej oczywisty, to pierwsze dni grudnia. Pepco wtedy przecenia rzeczy niesezonowe, zanim rozpęta się szał świąteczny i wszyscy rzucą się na dekoracje.
Pepco nie zastąpi butiku z odzieżą markową. Ale na drobnicę, rzeczy dla dzieci i pościel to kopalnia oszczędności. Ja w skali roku wydaję tam około 400 zł, a mam cały dom wyposażony w pościele, ręczniki, pojemniki, a córka ubrana na cały sezon. Zapamiętajcie jedno — cierpliwość i nigdy nie kupujcie rzeczy, których nie potrzebujecie.