Domowa siłownia za 300 zł — co kupić zamiast karnetu?
Szczerze mówiąc, przez trzy lata z rzędu płaciłam 159 zł miesięcznie za karnet na siłownię, a chodziłam na nią średnio cztery razy w miesiącu. Jak policzyłam sobie koszt jednego treningu, wyszło 40 zł i wtedy coś we mnie pękło. Usiadłam na kanapie i prawie się popłakałam nad tym, ile kasy wyrzuciłam przez te lata. Mój mąż Marek od dawna marudził, że mamy w garażu kawałek wolnego miejsca i że moglibyśmy zrobić tam kącik do ćwiczeń zamiast płacić klubowi za samą kartę członkowską, z której i tak nie korzystam. W listopadzie wydałam dokładnie 287 zł na podstawowy sprzęt. Od tamtej pory domowa siłownia jest moim codziennym rytuałem. Opowiem wam, co kupiłam i co się sprawdziło.
Dlaczego karnet to często strata pieniędzy?
Nie wiem jak wy, ale ja zauważyłam, że kiedy trzeba jechać na drugi koniec miasta, przebierać się w zatłoczonej szatni z trzema nastolatkami robiącymi selfie i czekać pół godziny na ławeczkę, to motywacja spada do zera. Statystyki mówią, że 67% osób z karnetami chodzi na siłownię mniej niż 2 razy w miesiącu. A w takim wypadku nawet najdroższy sprzęt domowy zwraca się po roku i zostaje Ci na lata. Domowa siłownia tania to też niezwykle oszczędność czasu — żadnego dojazdu, żadnego stania w kolejce do wyciągu i przesiadywania się na ławce, gdy ktoś robi tam telefony.
Co faktycznie potrzebujesz na start?
Odpowiedź Cię zaskoczy — zdecydowanie mniej, niż Ci się wydaje. Podstawowa lista: mata do ćwiczeń, kettlebell 12 kg, taśmy oporowe, skakanka i drążek do drzwi. Tyle wystarcza do pełnego treningu całego ciała. Możesz dołożyć jedną hantelkę regulowaną, jeśli chcesz rozwijać siłę. Reszta sprzętu typu piłka fitness, wałek, TRX — to miłe dodatki, ale nie są niezbędne.
Moja lista zakupowa za 287 zł — co, gdzie i za ile
Mata do ćwiczeń z Decathlonu — 49 zł. Kettlebell 12 kg (metalowy, nie ten plastikowy z wodą, bo plastikowy się rozwala po roku) — 89 zł, kupiłam na OLX jako nówkę w folii. Zestaw trzech taśm oporowych Amazon Basics — 42 zł. Skakanka bokserska — 18 zł w sportowym hipermarkecie. Drążek rozporowy do drzwi — 65 zł. Plus dwie wałki do rolowania mięśni za 24 zł razem. Łącznie 287 zł, całość mieści się na półce w pokoju i nie zajmuje miejsca.
A co z hantlami?
Tu jest haczyk, bo hantle zestawowe kosztują fortunę — dobry zestaw regulowany to minimum 800 zł. Zamiast tego polecam dwa triki. Po pierwsze, ciężkie plecaki z książkami lub butelkami wody nadają się do wielu ćwiczeń siłowych, a ty sobie zmieniasz obciążenie dokładając kolejne butelki. Po drugie, OLX jest pełen używanych hantli po 3-5 zł za kilogram. Kupiłam sobie kompletny zestaw 2, 5 i 8 kg za 120 zł — dwa lata później sprzedałabym to za tyle samo, bo żeliwo się nie zużywa.
Jak wygląda mój tydzień treningowy?
Z mojego doświadczenia ćwiczę cztery razy w tygodniu po 35-45 minut. Poniedziałek to siła — przysiady z kettlebellem, martwe ciągi, wiosłowanie taśmą i podciąganie na drążku. Środa to kardio i skakanka plus interwały. Piątek to znowu siła, ale z innymi ćwiczeniami — wykroki, pompki, pompki diamentowe, rumuńskie martwe ciągi. Sobota to rozciąganie i joga z YouTube'a, bez żadnego sprzętu, sama mata i 30 minut spokoju. Domowa siłownia za 300 zł daje mi tyle samo co klub fitness, a czasami nawet więcej, bo nie muszę czekać na wolną sztangę.
Czy brak trenera to problem?
Nie jest. Nie, jeśli korzystasz z darmowych źródeł. Kanały YouTube takie jak Anita Fitness, Ewa Chodakowska czy męskie kanały w stylu Romana Polaka mają kompletne plany treningowe za zero złotych. Dodatkowo polskie fora kulturystyczne typu SFD czy grupy fejsbukowe pomogą Ci w technice, jeśli wrzucisz filmik ze swoich ćwiczeń i poprosisz o feedback.
Czy 300 zł wystarczy na trwały sprzęt?
Mój sprzęt ma już półtora roku i wygląda prawie jak nowy, jeśli nie liczyć kilku rys na macie od paznokci od moich psów, które uwielbiają się na niej turlać. Mata ma jedną rysę, kettlebell trochę się poobijał, ale działa idealnie. Taśmy wytrzymują jakieś 2-3 lat intensywnego używania. Drążek jest niezniszczalny. To znaczy, że tania domowa siłownia w tej cenie starczy Ci spokojnie na kilka lat bez żadnych dodatkowych kosztów.
A jak z miejscem w mieszkaniu?
Wszystko, co kupiłam, mieści się w jednej torbie sportowej, którą chowam pod łóżko. Ćwiczę w salonie, odsuwam stolik i mam 2 metry kwadratowe przestrzeni. Nie potrzebujesz dedykowanego pokoju, garażu ani balkonu z widokiem na morze. Moja siostra ćwiczy w kawalerce 24 metry kwadratowe i jakoś się udaje.
Jeśli miałabym dzisiaj znowu wybierać między karnetem a domowym sprzętem, nie zastanawiałabym się ani sekundy. Domowa siłownia za niecałe 300 zł to najlepszy trening, na jaki się zdecydowałam, a moja portmonetka i moje plecy dziękują mi każdego miesiąca, kiedy nie płacę za coś, z czego i tak nie korzystałam.