Nie przegap okazji!

Tanie zakupy w Lidlu — jak czytać gazetkę żeby nie przepłacić

Tanie zakupy w Lidlu — jak czytać gazetkę żeby nie przepłacić

Z Lidlem mam taki mały romans od jakichś dziesięciu lat. Wszystko zaczęło się od kolegi z pracy, który zachwalał tamtejszy ciemny chleb. Poszłam raz, chleb faktycznie był zacny, a skończyło się tym, że teraz robię tam główne zakupy rodzinne. Długo jednak traktowałam gazetkę Lidla jak ulotkę, którą wyrzuca się razem z resztą papierów ze skrzynki. I to był mój największy błąd. Jak w końcu nauczyłam się czytać ją naprawdę, moje rachunki spadły o jakieś 300 złotych miesięcznie. Pokażę wam mój sposób.

Czym różni się gazetka Lidla od Biedronki?

Lidl gra trochę inaczej niż jego największy konkurent. Gazetka Lidla wychodzi dwa razy w tygodniu — poniedziałek i czwartek — i każda ma swoje zasady. Poniedziałkowa to zazwyczaj zakupy tematyczne. Włoski tydzień, grecki tydzień, azjatycki, BBQ. W czwartek wchodzą nowe promocje na spożywkę i sprzęt AGD. Sprawdz rowniez nowości w Pepco.

Dlaczego warto patrzeć w środek gazetki?

Pierwsza strona w Lidlu to zawsze przynęta. Kolorowa, krzykliwa, zazwyczaj na produkty, które tak czy siak są tanie przez cały rok. Prawdziwe perełki lezą w środku i na ostatnich stronach. Tam chowają sezonowe owoce, mięso premium i akcesoria domowe po realnej obniżce. Otwieram gazetkę na środku i pracuję od końca do przodu. Zmiana przyzwyczajeń, którą polecam każdemu.

Jak rozpoznać prawdziwą promocję w Lidlu?

Lidl używa kilku typów oznaczeń i dobrze jest wiedzieć, co która oznacza. Super Cena to produkt, który taniej jest tylko w danym tygodniu i zaraz wróci do ceny regularnej. Niska Cena Na Stałe obowiazuje dłużej, kilka tygodni albo miesięcy. Promocja tygodnia trwa od poniedziałku do niedzieli, ale bardzo często kończy się wcześniej, bo towar się rozchodzi w pioruny.

Kiedy widzę Super Cenę na mięsie albo rybach, lecę tego samego dnia. Lidl ma taki nawyk kończenia promocji na świeżych produktach dwa dni wcześniej, bo im się wyprzedają wcześniej niż zaplanowali.

Jak korzystać z aplikacji Lidl Plus?

Aplikacja Lidl Plus to coś, czego nie ogarniałam przez pół roku, a potem mnie olśniło. Tam są kupony indywidualne, które aktywujesz przed zakupami. Nie za zakupy, tylko konkretnie na dany produkt. Zanim wchodzę do sklepu, klikam wszystkie dostępne kupony, nawet te, których nie zamierzam użyć. Bo jak potem coś wrzucę do koszyka spontanicznie, kupon już jest aktywny i zniżka schodzi sama.

Na co uważać w gazetce Lidla?

Są dwie pułapki, w które wpadałam regularnie. Pierwsza to minimalna wartość zakupów. Obok super taniego mięsa widnieje mała gwiazdka, a na dole strony drobnym druczkiem stoi, że promocja obowiązuje przy zakupach od 50 złotych. Nie widziałam. Potem stałam zdenerwowana przy kasie.

Druga pułapka to limit na klienta. Zazwyczaj trzy sztuki, ale na niektóre produkty tylko jedna. Jak idzie rodzina po piwo na grilla, to przestaje się opłacać, bo chciałoby się wziąć pięć zgrzewek, a cztery z pięciu są w normalnej cenie.

  • Zawsze czytam drobne druczki przy super promocjach
  • Trzymam się listy zakupów i nie schodzę z kursu
  • Patrzę na cenę jednostkową, nie na opakowaniową
  • Porównuję z gazetką Biedronki na ten sam tydzień
  • Zaglądam do chłodziarek z żółtymi naklejkami tuż przy wejściu

Czy marki własne Lidla są warte uwagi?

Tak. I to bardzo. Pilos to nabiał, który jakością wbija większość markowych produktów. Freeway to tańszy bliźniak coca-coli, ja biorę go zamiast oryginału i nikt w rodzinie nie zauważył różnicy. Deluxe to linia premium Lidla. Czekolady, sery, oliwy, czasem porównywalne z drogimi butikowymi markami, a cena połowa.

Środa w Lidlu — dzień, o którym mało kto pamięta

W Lidlu środa to dzień przygotowań. Pracownicy rozkładają towar na piątkową dostawę, a stary przeceniają. Ja w środę po południu trafiam na najlepsze okazje w lodówkach i na półce z wypiekami. Bułki, ciasta, słodycze zjeżdżają o 30-50 procent, bo trzeba zrobić miejsce na świeży towar.

To jest ten moment, kiedy opłaca się mieć oczy szeroko otwarte. Moja mama kiedyś się wyśmiewała, że chodzenie za promocjami to obciach i że ludzie z klasą tak nie robią. Teraz sama do mnie dzwoni w środę po południu z pytaniem, co tam dziś Lidl przecenił. Zmiana pokoleniowa w toku.