Nie przegap okazji!

Cashback — 7 aplikacji, które zwracają pieniądze za zakupy

Cashback — 7 aplikacji, które zwracają pieniądze za zakupy

Nie wiem jak wy, ale ja o cashbackach dowiedziałam się trzy lata temu od koleżanki z pracy przy kawie. Pokazała mi aplikację i mówi: patrz, wczoraj wpłynęło mi 18 zł zwrotu za zakupy w Rossmannie, a ja przecież i tak bym tam poszła. Pomyślałam, że to jakaś ściema albo że to jej firma płaci, bo serio — kto by dawał pieniądze za nic? Ściągnęłam aplikację na ten sam wieczór, pierwsze zakupy w Biedronce i po tygodniu przyszedł przelew na 3,40 zł. Kwota śmieszna, ale coś mi zaświtało w głowie.

Powiem wam jedno. Od tamtej pory minęły trzy lata i teraz wyciągam z cashbacków od 40 do 90 zł miesięcznie. W skali roku wychodzi mi między 500 a 1000 zł, zupełnie za nic. Nie zmieniłam swoich zakupowych nawyków, nie kupuję więcej, nie biegam po sklepach ze zwrotami. Po prostu pamiętam, żeby przed każdymi większymi zakupami kliknąć odpowiedni link w aplikacji. I tak, 500 zł rocznie to nie jest fortuna, ale za tę kasę mogę sobie raz do roku wyjechać na weekend do Krakowa albo kupić coś, na co normalnie bym nie wydała.

No bo jak to właściwie działa?

Zasada jest banalna. Wchodzisz w aplikację, wybierasz ofertę konkretnego sklepu, klikasz aktywuj, aplikacja przekierowuje cię na stronę sklepu z unikalnym linkiem afiliacyjnym. Robisz zakupy jak zwykle, płacisz, dostajesz paragon. Sklep widzi, że przyszłaś z aplikacji cashbackowej i wypłaca jej prowizję za pozyskanie klienta. Aplikacja dzieli się tą prowizją z tobą i po kilku dniach albo tygodniach dostajesz procent z powrotem na konto. Wszyscy są szczęśliwi — sklep ma klienta, aplikacja ma prowizję, ty masz zwrot.

Tylko jest jedno ALE i to duże ale. Cashback nie jest powodem, żeby kupować więcej. On jest premią do zakupów, które i tak byś zrobiła. Moim najgorszym błędem pierwszych miesięcy było to, że zaczęłam specjalnie szukać promocji, żeby zebrać zwroty. Efekt — kupiłam rzeczy, których nie potrzebowałam, a oszczędność z cashbacku wyszła po prostu dopłatą do impulsywnych zakupów. Dopiero po pół roku ogarnęłam, że cashback działa tylko wtedy, kiedy wydaję świadomie.

Jakie zakupy kwalifikują się do zwrotu?

Właściwie wszystko. Jedzenie w marketach, kosmetyki, ubrania, elektronika, wczasy, bilety lotnicze, wynajem samochodu, nawet leki w niektórych aptekach. W Polsce najwięcej cashbacków oferują sieci drogeryjne (Rossmann, Hebe, Douglas, Super-Pharm), odzieżowe (Zalando, About You, Answear) oraz spożywcze (Biedronka, Lidl, Carrefour). Ostatnio pojawiły się też zwroty z Allegro, Empiku, biur podróży typu Wakacje.pl i TUI, co jest dla mnie świetną wiadomością przed letnim wyjazdem.

Moja siódemka aplikacji, które faktycznie działają

Zaczynamy od pierwszej, z której korzystam praktycznie codziennie — Goodie od Banku Millennium. Nie musisz być klientem banku i to jest jej największą zaletą. Ma oferty z 90 procent sklepów, w których robię zakupy — Biedronka, Lidl, Rossmann, Hebe, Decathlon, Ikea. Zwroty wahają się od 2 do 10 procent i przychodzą zwykle w dwa-trzy tygodnie. Interfejs prosty, aktywacja oferty zajmuje trzy sekundy. I co najważniejsze, Goodie nie wymaga żadnych paragonów ani skanowania, wszystko dzieje się automatycznie w tle.

Druga w kolejności — Quiubi. Ta specjalizuje się w zakupach internetowych i jest królową wysokich zwrotów. Zalando, Mediaexpert, Euro RTV AGD, SizeeR, Sephora. Zwroty potrafią być nawet 15 procent, zwłaszcza przy markach odzieżowych. Na trzecim miejscu stawiam Letyshops, międzynarodową platformę z ogromną bazą sklepów, w tym aliexpress, ebay, booking.com i airbnb. Regularnie dostaję z niej po 6-10 procent zwrotu i to robi potężną różnicę przy większych zakupach.

Czwórka — Picodi, łączy kody rabatowe z cashbackiem. Piątka to MyLead, bardziej rozbudowana platforma afiliacyjna. Szóstka — Synerise, skupiona na polskich sieciach. A siódma to stary dobry Payback z punktami wymiennymi na bony.

Która aplikacja daje najwyższe zwroty?

Szczerze mówiąc, to zależy od kategorii. Przy zakupach odzieżowych online niepokonana jest Quiubi, bo tam procenty dochodzą do 15. Przy zakupach spożywczych i drogeryjnych wygrywa Goodie, bo ma największą bazę polskich sklepów. Przy zakupach z Chin i portalu Booking — Letyshops, bo tylko ona ma te oferty. Ja korzystam z trzech naraz — Goodie do codziennych zakupów, Quiubi do odzieży, Letyshops do aliexpressa i wakacji. Pozostałe mam zainstalowane jako backup na wypadek, jakby pojawiła się jakaś wybitna promocja.

Najczęstsze błędy początkujących

Pierwszy błąd, który ja popełniłam chyba ze dwadzieścia razy, to zapomnieć o aktywacji oferty przed zakupem. Jesteś w biegu, potrzebujesz pilnie kupić prezent na urodziny, wchodzisz prosto na stronę sklepu przez google, robisz zakupy, zamówienie idzie. A potem dopiero przypominasz sobie, że miałaś przejść przez aplikację cashbackową. I wszystko. Zwrot nie zadziała, bo system nie zarejestrował, że to ty. Dlatego teraz mam nawyk — zanim cokolwiek kupię online, najpierw otwieram Goodie albo Quiubi i sprawdzam, czy jest oferta.

Drugi błąd to instalowanie wszystkiego naraz. Lepiej wybrać dwie, trzy aplikacje maksymalnie. Trzeci błąd — brak cierpliwości, zwroty przychodzą z opóźnieniem 14-30 dni. Czwarty błąd — myślenie, że cashback rekompensuje brak porównywania cen. Nie rekompensuje. Jeśli w Media Markcie produkt kosztuje 400 zł, a w Euro 350 zł, to nawet 10 procent zwrotu w Media Markcie nie sprawi że będzie taniej.

Czy muszę płacić podatek od cashbacku?

Teoretycznie tak, bo to jest inne źródło dochodu. Ale w praktyce zwroty do 200 zł za pojedynczą transakcję są zwolnione z PIT na podstawie odpowiedniego przepisu. Nigdy nie dostałam 200 zł za jedną operację i większość ludzi też nie dostaje, więc temat podatkowy można w zasadzie pominąć. Gdybyś jednak dostawała regularnie duże zwroty — powyżej 200 zł jednorazowo — to wtedy trzeba to uwzględnić w rocznym zeznaniu podatkowym pod kategorią inne źródła.

Cashbacki to dla mnie teraz must-have przy każdych większych zakupach online i przy comiesięcznych zakupach chemii. Zarobiłam dzięki nim przez rok wystarczająco, żeby kupić sobie nowy blender, ciuchy na sezon i opłacić weekend w górach. A przecież nic więcej nie wydałam niż bym wydała normalnie. Jedyna rada, jaką mam — zacznij od jednej aplikacji, ogarnij ją porządnie, a potem dodawaj kolejne. I pamiętaj, że to jest długi dystans, nie sprint.